47. Pochwała od mistrza

•Grudzień 20, 2010 • Dodaj komentarz

Babcia i dziadek mają swoje specjalne cechy, wiele z nich już poznaliście. Wiecie też, że kiedy chcą coś z człowieka wyciągnąć to nie można sobie pozwolić na uśpienie czujności, ani na chwilę. Wracam z wyjazdu, wchodzę do mieszkania, pełne zamieszanie. Tu stawiam walizkę, tam torby, w kuchni kładę kopertę nie zaklejoną, idę z powrotem na korytarz i rozpłaszczam się. Pomimo bolącego krzyża babcie, śmiga do kuchni tak szybko, że nawet nie zdążyłem zauważyć jak tam wchodzi. I jak Feniks z popiołu staje za mymi plecami:

Babcia: co to za koperta w kuchni?
Ja: chyba nie do Ciebie więc o co chodzi?
Babcia: o to chodzi, że Ci się pytam co to za zawiadomienie
Ja: aha, a skąd wiesz, że w środku jest zawiadomienie?
Babcia: bo pisze na kopercie
Ja: nie, na kopercie jest nazwisko, musisz wszędzie grzebać?
Babcia: nie grzebałam
Dziadek: [z pokoju dochodzi uradowany głos] no wnuczuś muszę pogratulować, wyprowadziłeś babcinkę w pole. Nie ma to tamto, ale jaja to masz za dziadziusiem

Pochwała od mistrza ciętej riposty – bezcenne 🙂

46. Stare G…

•Listopad 6, 2010 • 1 komentarz

Dzieje się, oj dzieje. Niestety z zdrowiem średnio, ale dziadek daje rade. Poranek w dzień wolny, już po śniadaniu. Babcia ledwo chodzi ale na zakupy szybko rano musi wylecieć, dziadek w tym czasie do łazienki śmiga z balkonikiem, siedzi chyba z 30 minut i jest!

Dziadek: wnuczku, chodź no ino tutaj
Ja: [przychodzę i] słucham, co jest?
Dziadek: zobacz jak się świeci ta bateria
Ja: no ładnie
Dziadek: nie można tak po myciu nabrać w garstkę wody i opukać ją żeby cały czas tak wyglądała?
Ja: oj tam, oj tam. Jak bym tak robił to byś ty nie miał zajęcia, a tak masz co robić
Dziadek: idź mi ty szczylu, a tu w zlewie z tego sitka nikiel schodzi pewnie coś żrącego wlałeś, jakąś świńską wodę kolońską
Ja: nie używam. A ile to ma lat? To Ci od razu coś powiem
Dziadek: dwa
Ja: nie kłam! Pytam się ile?
Dziadek: wymieniałem nogę od zlewu jak szedłem do szpitala w 2006
Ja: nie pytam kiedy wymieniałeś tylko, ile to ma lat? Pewnie jak jeszcze w Energopolu pracowałeś? [czyli dobre 30 lat!]
Dziadek: no
Ja: no to, to jest stare gówno i dlatego odchodzi
Dziadek: ja Ci dam stare gówno, niklowane to jest, sto lat może wytrzymać
Ja: no gówno, gówno
Dziadek: idź Ty szczylu pieprzony, bo jak Cię potrząsnę

45. Obiad podano

•Wrzesień 30, 2010 • Dodaj komentarz

Zbliża się pora obiadu, babcia wpada do pokoju dziadka

Babcia: dalej podnuś się z tego wyra, obiad zaraz będzie
Dziadek: ja tam nie chcę
Babcia: no to nie, pieprzyć, to po co ja gotuje i po co obchodzę wkoło kuchnie?
Dziadek: to zjesz sobie sama i już
Babcia: będziesz jadł to co Ci dam, na razie ja rządzę oO [śmiech]
Dziadek: [z pełną powagą] przecież ja kochanie nie mówię, że ty nie rządzisz. Tylko, że ja tu kasę rozkładam a bez kasy żonko to nie porządzisz
Babcia: na obiad jest kiszka, mizeria, pyry
Dziadek: w kółko to samo, pyry i pyry to już teraz wiem czemu nawet wnuczek nie chce jeść obiadów
Babcia: żeby Ci zaraz w ryj nie dała, bo się z tego wyrka nie podniesiesz, będziesz jadł!

44. Dupa z wyra

•Wrzesień 19, 2010 • 2 komentarze

Długo nic tu nie było. A to dlatego, że dziadek złamał sobie biodro w efekcie czego miał operację zespolenia. Jest to teraz dla nas wszystkich bardzo ciężki okres, dziadek jest „przykuty” do łużka. Ale powracamy z nowymi wpisami, pokażemy że nawet jak się idzie pod wiatr i piach w oczy leci to są ludzie, którzy dużą dawkę poczucia humoru cały czas mają w zapasie :).

Dziadek relacjonuje co się działo od rana,

Dziadek: chłopcze mówię Ci co ta babcia wyrabia
Ja: co?
Dziadek: mówi, że noga ją boli i nie może chodzić. A od rana była u lekarza po tabletki, potem dwa razy w mieście po chleb i sprawunki, jeszcze do sąsiadki se poszła a tu ktoś dzwonił a ja przecież nie odbiorę bo jak. Mówię Ci, co ta babcia wyrabia, jest normalnie nie do okrzesania. Jak by się tak obaliła to by leżała…
Babcia: co tam stękasz? Jak bym leżała to by mnie ludzie podnieśli, a ty byś mnie ani nie podniósł jak bym się w domu przewaliła, bo dupy z wyra nie chcesz ruszyć, no. Co byś zrobił jakbym się tu przewróciła?
Dziadek: kochanie zwlekłbym już tą dupę z łóżka i na czworaka doszedł do Ciebie i bym się walnął obok i tak byśmy sobie leżeli.

43. Uprzejmości

•Lipiec 9, 2010 • 1 komentarz

Dawno nic się nie działo, to znaczy zapewne się działo ale nie byłem tego świadkiem ponieważ dziadkowie się intensywnie działkują 🙂 Obecnie przybyli na tydzień do miasta i się uprzejmości zaczęły. Wracam z pracy, obiad na stole, na dodatek jaki pyszny – babcia potrafi. Zabieram się do jedzenia, dziadek zemną siedzi przy stole a babcia krząta się po kuchni.

Dziadek: jak minął dzień w pracy?
Ja: dobrze, jakoś zleciało
Dziadek: a wychodzisz gdzieś dzisiaj?
Ja: a co?
Dziadek: a tak się pytam, porozmawiać chciałem bo dawno Cię nie widziałem
Ja: aha
Babcia: daj mu spokój nie widzisz, że je?
Dziadek: przecież tylko rozmawiam, a mu nie przeszkadzam
Babcia: jak nie przeszkadzasz, jak dupę zawracasz
Dziadek: to dobrze. Już się nie odzywam, smacznego
Babcia: gówno Ci do tego jak żarcie nie Twoje

42. Rachunkowy ambaras

•Czerwiec 9, 2010 • 1 komentarz

Dziadek miał zawał. O tym może kiedyś napiszę, a na pewno w kolejnych wpisach gdzieś się to przewinie. Po pobycie w szpitalu zrobił się bardziej rozmowny i jakby spuścił z tonu, babcia za to zrobiła się bardziej nerwowa i jakby uwydatniło się jej jakieś silne ADHD. Dziadek znany Wam też już jako chomik, szafkę swoją ma pełną papierów, począwszy od starych kopert z rachunkami a kończąc na jakiś zeszytach i notesach które pewnie jeszcze stan wojenny pamiętają. Szafa jest tak zapakowana, że nawet igły chyba nikt by nie był w stanie wcisnąć – ale do niej to jeszcze wrócimy. Zbliżał się sobotni wieczór w związku z czym babcia wybyła na mszę, a dziadek zabrał się za zliczanie rachunków. Po chwili okazało się, że brakuje mu rachunku za prąd, który wiem, że babcia mu przyniosła. Dziadek wyrwany od liczenia rozgadał się i zebrało mu się na wspomnienia, tak się rozgadał, że musiałem mu przypomnieć o zastrzyku z insuliny, a potem przerwać żeby przypomnieć o kolacji. Dziadek odpowiedział stanowczo, że obiecał żonce, iż z nią zje kolacje więc będzie na nią czekać. Babcia pojawia się w drzwiach i się zaczyna:

Dziadek: kochanie gdzie jest rachunek za prąd?
Babcia: skąd mam wiedzieć, tu ci położyłam dziś na stole, a gdzie wpieprzyłeś to nie wiem
Dziadek: nie miałem go wcale w pazurach
Babcia: co mi pieprzysz nie denerwuj mnie bo byłam u spowiedzi, jak mówię że ci położyłam to położyłam i nie rób ze mnie głupiej
Dziadek: no no
Ja: dobra uspokójcie się poszukamy na spokojnie po kolacji, bez nerwów
Babcia: a kolacji czemu nie jadłeś już jest przecież po ósmej?
Dziadek: bo czekałem na ciebie kochanie
Babcia: nie kochanie tylko mi śmigaj do kuchni

Babcia zaczęła nalewać herbatę, a dziadek delikatnym głosikiem

Dziadek: żonko już mnie nie kochasz?
Babcia: bierz jedz a mi teraz o pierdołach nie opowiadaj
Dziadek: a przed ołtarzem mówiłaś, że do śmierci będziesz mnie kochać
Babcia: jak ci powiem to się w końcu zatkasz i będziesz cicho?
Dziadek: no może
Babcia: to cię kocham
Dziadek: to dzięka Bogu, teraz mogę spokojnie jeść, bo tak z nerwów to miałbym jeszcze zgagę

Wracając do zawalonej szafki w trakcie kolacji urwałem się do pokoju żeby odszukać tego rachunku i oczywiście znalazł się w szafie dziadka, po kolacji pokazuję mu gdzie był:

Ja: tu był wpieprzony ten rachunek
Dziadek: niemożliwe
Ja: jak mówię to tak jest, chyba powinieneś żonkę przeprosić, że tak na nią najeżdżałeś a sam schowałeś
Dziadek: chyba nie, bo jakby żonka mnie słuchała i rachunki wkładała w jedną kopertę to by tu leżały na stole i nic bym przez omyłkę nie schował o!

41. Ksiądz i guma

•Maj 26, 2010 • 2 komentarze

Podczas obecności dziadków na działce, a raczej ich nieobecności w domu, wymieniłem w łazience baterie. W sumie z dwóch względów, po pierwsze- łazienka jest odnowiona. No wiadomo nowy kibelek, świeża farba i nowa tapetka, więc te krany pamiętające chyba czasy planu pięcioletniego już troszkę nie pasowały do tej nowości. No, a po drugie to baterie nad wanna można by uznać jednym wielkim kamieniem i słuchawka przez która z trudem leciała woda. To chyba wystarczy jako powody do ich wymiany. Teraz są piękne świecące baterie, nie ciekną, normalnie bosko. Boża ręka mnie strzegła, żeby czasami nie wyrzucić starych, bo chyba działek chomik by mną potrzasnął. Miałem to przeczucie. Po powrocie działów od razu pokazałem babci nowy nabytek:

Ja: chodź babcia umyć ręce do łazienki
Babcia: po co?
Ja: no chodź
Babcia: ale przecież mam czyste
Ja: jak mówię ze masz iść to chodź i nie podskakuj
Babcia: [po wejściu do łazienki] o boże, po coś to kupił? Za dużo pieniędzy masz? A gdzie są te stare?
Ja: we wiadrze w wannie
Babcia: to dobrze bo myślałam ze wywaliłeś i dziadek by nas chyba potrzaskał

Reakcja była powiedzmy, że do przewidzenia. Czas na dziadka:

Dziadek: ile dałeś za te główna?
Ja: a co chcesz się dołożyć?
Dziadek: może jak będę miał pieniądze
Ja: to jak będziesz miał to powiedz, to ci wtedy powiem
Dziadek: ja tyle baterii tu pozakładałem [dla ciekawskich to trzy] i nikt mi się tu nie dokładał
Ja: a do czego miał się dokładać jak pewnie jumane były z energopolu [duża firma ogólnobudowlana która jakoś latach 90tych upadła]
Dziadek: co były?
Ja: kradzione
Dziadek: oj nie, to ci coś opowiem. Kiedyś przyszedł do mnie ksiądz czy mam gumę na uszczelki bo mieli na parafii remont, ja się spytałem ile potrzeba? Ksiądz powiedział że tak z 50 na 50, miałem akurat gumę metr na metr to mu uciąłem i daje a on się pyta, ile za to? To ja mu mówię: Boży dobrodzieju to przecież nie jest moje tylko z firmy ukradnięte i przyniesione to nic za to nie chcę. I wiesz co mi powiedział?
Ja: nie
Dziadek: to nie jest ukradzione, to się nazywa dobrze zagospodarowany materiał wykończeniowy